Tu, na moim blogu, były już różne wpisy. Było kilkadziesiąt "Do Lui", było kilka "Do babci", było masę "Do miasta" i "Do pracy", ale "Do Misiacza" jeszcze nie było ;) Wróciłem "Do domu" z trasy "Do babci" przez Nowe Warpno i Trzebież. Prysznic, obiad do mikrofali, piwo - standardzik. Włączam lapka, odpalam BSa poczytać co inni pokręcili. Wpis pod jednym z moich wypadów od Misiacza - "przeczytaj wiadomość". Wiadomość Misiacz napisał dzień wcześniej, a ja dupa wołowa nie przeczytałem. Wiadomość dotyczyła niewielkiej, kameralnej imprezy-grilla na jego działce luźno powiązanej z jego 40-tymi urodzinami. Imprezy która zaczęła się już półtora godziny wcześniej. Szybko z telefon, krótka rozmowa i na rower. Dobrze, że piwa w domu nie zdążyłem otworzyć ;) Impreza okazała się faktycznie kameralna - na oko 30 osób, może nawet nieco więcej. Sporo znajomych twarzy - osób luźno powiązanych z rowerami ( ;) ), do tego jeszcze rodzina, przyjaciele i znajomi Misiacza nie związani z rowerami, więc ich nie znałem. Wypiłem piwko, kiełbaski nie zjadłem, bo po obiedzie byłem. Impreza bardzo fajna, trochę jak Masa Krytyczna, tyle rowerów tam stało. No i pierwszy grill w tym roku. Ktoś mądry rozpalił zawczasu ognisko i bardzo dobrze, bo większość osób została do późna, a zrobiło się chłodno... ;) Jeszcze raz Paweł wszystkiego dobrego i dzięki za zaproszenie, bawiłem się świetnie :D
Świątecznie do Lui. Do Płoni jechałem pod wiatr. U Lui świąteczny obiadek z rodziną, ciasto - dość powiedzieć, że mało co nie pękłem ;) Powrót z wiatrem i dodatkowym balastem ;)
Z rana po mieście, trzeba było kilka spraw załatwić.
Wieczorem z tatą na Głębokie pojechaliśmy, musiał przetestować swój nowy-stary rower. Maszyna to stalowy Superior ze sztywnym widłem - tak wyglądały rasowe górale jakieś 12 lat temu. Dwa dni pracy i rower odżył. Przerzutki po 8 latach przerwy nie wymagały nawet regulacji! Z hamulcami się trochę męczyłem, teraz to działa znośnie - brzytwy to nie są, ale do miejskiej jazdy wystarczą. Koła wycentrowałem najlepiej jak potrafiłem, ale i tak przednie minimalnie pływa na boki - chyba już się tego nyplami nie da bardziej skorygować. Do roweru dołożyłem błotniki i bagażnik - jak będzie padało, to na krótsze traski po mieście chyba sam będę tą maszynę podkradał :D Jeszcze blat jest skrzywiony, więc będę musiał korbę w imadło wsadzić i trochę poprostować. Zdjęcie jutro zrobię, jak będzie jasno. ;)
Edit: Na Głębokim zamieniliśmy się rowerami i butami i tata miał okazję przejechać się w SPD. "Bardzo fajny wynalazek, trochę jak noski." - tak powiedział. Rundka dookoła Głębokiego nie okupiona została żadną wywrotką. ;)
Zimno, duży wiatr, a niereformowalni panowie prowadzący Masę nie zgodzili się na liczne prośby o niewielkie zwiększenie prędkości. "Bo to nie wyścigi". Jeśli zwiększenie prędkości do 10-12km/h to wyścig, to gratuluję kondycji. W efekcie z początkowych 130 osób do końca dotrwało raptem 60-70. Ja większą część przejechałem na zaciśniętym hamulcu, żeby się rozgrzać. Coraz mniej mi się te masy podobają... :/
Do Lui trochę okrężną drogą, Autostradą Poznańską do Podjuch, dalej Puszcza Bukowa, Kołowo, Dobropole Gryfińskie i Stare Czarnowo. Tam na dawną krajową trójkę i do Płoni. Powrót Szosą Stargardzką z silnym wiatrem wiejącym idealnie w twarz... :P No i ładny top speed udało się zrobić przed Dobropolem Gryfińskim. ;)
Dziś Obywatelska Masa Krytyczna zorganizowana w związku z uchwałą dotyczącą konsultacji społecznych w Szczecinie. Ma zachęcić mieszkańców do większego zainteresowania się polityką władz miasta i możliwie częstego zabierania przez nich głosu w debatach publicznych. Jeśli nie są to puste przechwałki władz, to może w końcu mieszkańcy zyskają realny głos w sprawie nowych inwestycji i organizacji życia miasta. Kto jak nie my najlepiej wie co w Szczecinie można poprawić, zmodyfikować oraz co najbardziej przeszkadza zwykłym ludziom... ;) Na Masie jak zawsze wielu znajomych ze wspólnych wypraw. Gdy dojeżdżałem na plac Lotników pokropił trochę deszcz, ale dosyć szybko przestał. W odróżnieniu od poprzednich Mas, dziś niemały dystans w rozsądnym tempie. :) Zdjęć ni ma, bo mi się nie chciało. Siostra podebrała aparat, a komórką po ciemku nie ma sensu. ;)